sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 10 "Przestań bać się miłości."


Zabijasz mnie, każdego dnia,
słodkim złudzeniem rysujesz nas.
Zabijasz prawdę, a może nie zgadnę,
zamknięty w klatce cudownych kłamstw.
~Mateusz Mijal~ Zabijasz mnie. 






~~*~~

*Violetta*

Łzy mieszają się z kroplami deszczu, spływając po moich policzkach. Moją twarz opatula chłodny wietrzyk. Biegnę przed siebie nie zwracając uwagi na otaczający świat. Staram się chociaż na chwilę uciec.. To jest tak cholernie trudne. On zajmuje każdą moją myśl. Jest wszędzie, tak jakby nie pozwalał mi zapomnieć. Wciąż czuję pieczenie na ustach. Jego ciepłe, miękkie wargi stały się moim narkotykiem. Potrzebuję go. Chcę więcej i więcej. Powoli zaczynam bać się samej siebie. Czy to możliwe aby ktoś aż tak zawrócił w moje głowie? Czy tak powinni zachowywać się przyjaciele? Nie. Na pewno nie. Ale nie mam odwagi powiedzieć mu "To dla mnie nic nie znaczyło". Bo uczono mnie, że kłamstwo to najgorsze wyjście. Jednak nie jestem w stanie aż tak mu zaufać. A co jeżeli mnie oszuka? Zdradzi? Nie przeżyję tego. Boję się, że zbliżając jeszcze bardziej nie będę mogła bez niego funkcjonować. Że stanie się dla mnie ważniejszy niż powietrze. Kurwa Castillo to już się stało. 


Stoję jak wryta przed domem miłości mojego życia i nie mam pojęcia co zrobić. Jeszcze nigdy nie stresowałam się tak bardzo. Biorę głęboki wdech po czym ostatni raz przyglądam się sobie. Moje ciało opina dopasowana, biała sukienka, sięgająca kolan. Nogi ozdabiają szpilki, krwisto czerwone. Wydymam usta pomalowane czerwoną szminką i dzwonię dzwonkiem. Chociaż raz pokaż że nie jesteś tchórzem. Kolejna złota rada głosu wewnętrznego.
Głucha cisza. Nikogo nie ma? Dzwonię jeszcze raz, ale nadal nikt mi nie otwiera. Zrezygnowana odchodzę... A może straciłam już swoją szansę?.


~~*~~

Nucę w głowie jedną z moich ulubionych piosenek. Pomimo że jest dopiero 20 mijam coraz mniej ludzi. Czasy się zmieniły.. Kiedyś o tej godzinie pełno dzieci chodziłoby za rączkę ze swoimi rodzicami, ludzie podziwialiby niebo. Jednak teraz wszystko się zmieniło. Strach wyjść na ulicę, nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć. Człowiek boi się drugiego człowieka. I to według mnie jest okropne. Mimo wszystko ja spaceruję uliczkami jednego z największych parków w Buenos Aires. Uwielbiam tę porę dnia. Wtedy wszystko cichnie. Wiatr staje się spokojniejszy, niebo przybiera piękny ciemny odcień. Pojawia się tysiące świecących punkcików zwanych gwiazdami. Mogłabym spacerować dniami i nocami. Z Leonem. Uśmiecham się na samo wyobrażenie. Nie mogę uwierzyć, co ten chłopak ze mną zrobił. Wiem że to dzięki niemu każdego dnia staję się silniejsza. Przy nim czuję się taka bezpieczna, kochana. Traktuje mnie jak najcenniejszy dar.
Moje myśli przerywa czyjś śpiew.. Głos anioła.. Zaczynam iść w tamtym kierunku jak zaczarowana. Pomimo że mam świadomość jak to może się skończyć nie mogę się zatrzymać. Gdy cichnie zatrzymuję się. Przyglądam się widokowi. Łał.. Piękne, ogromne drzewo, jezioro i ławka. Dawno nie widziałam tak wspaniałego miejsca. Jednak bardziej ciekawi mnie osoba siedząca na ławce. Wydaje mi się znajoma jednak nie widzę zbyt dobrze. Podchodzę bliżej. Dociera do mnie zapach cudownych perfum. Obchodzę dookoła a następnie siadam obok "tajemniczego".
- Cześć Leon- mówię patrząc cały czas przed siebie. Czuję jak chłopak odwraca się w moją stronę i przygląda mojej twarzy.
- Violetta?- pyta ze zdziwieniem.
- Nie, Gargamel.- mówię przez śmiech.
- Ha ha ha, bardzo śmieszne- odpowiada sarkastycznie powstrzymując napad głupawki. Długo jednak nie wytrzymuje i dołącza do mnie. Dopiero po dłuższej chwili uspokajamy się,
- To.. co tu robisz? Sama, o tej porze?- pyta zmartwiony.
- Chciałam z tobą porozmawiać, jednak gdy nie mogłam cię znaleźć postanowiłam się przejść. I własnie wtedy usłyszałam czyjś śpiew. I takim sposobem znalazłam się tutaj. Swoją drogą masz niesamowity głos.- mówię uśmiechając się do niego ciepło.
- Dziękuje...A o czym chciałaś porozmawiać?- pyta jakby zdenerwowany.
- O tym co się wydarzyło... Eh Leon, bbo ja..- zacinam się czując ogromną gulę w gardle. Moje serce przyspiesza, a ciało robi się gorące. Dalej Violetta. Znowu ten denerwujący głosik, który bądź co bądź ma rację.
- Coś się stało? Zaczynam się martwić..- mówi zatroskany szatyn. No tak przecież od dobrych pięciu minut siedzę z otwartą buzią przyglądając się jego twarzy. Świetnie.
- Nie, tak, nie wiem.. Po prostu coś sobie uświadomiłam. Leon, ja nie mogę żyć bez...- nie dane jest mi dokończyć, ponieważ wszystko psuje telefon chłopaka. Uśmiecha się do mnie przepraszająco. Ja jedynie skinieniem głowy pokazuje aby odebrał.
- Halo, Fran?... Ale jak to? Nic jej nie jest? Jak to się stało? Proszę jej powiedzieć że ją kocham i zaraz będę.- kończy rozmowę. Widzę jak jego twarz przybiera smutny wyraz, a do oczu napływają łzy.
- Wszystko dobrze?- pytam.
- Ona.. ona- przerywa po czym spogląda na mnie.- Muszę iść, cześć.- już chcę coś odpowiedzieć ale on zrywa się i odbiega w nieznanym mi kierunku. Patrzę zdziwiona na oddalającą się sylwetkę szatyna. Dopiero po chwili dociera do mnie to co mówił przez telefon. "Kocham ją"? Może to jego siostra, albo mama... Nie, przecież nie wspominał mi o żadnej Francesce, a to oznacza tylko jedno. Ma dziewczynę. Czuję jak do oczu napływają mi łzy. Jaka ja jestem głupia. Chciałam wyznać mu co czuję, a on mnie wykorzystał. Zabawił się moimi uczuciami. Roztrzęsiona biegnę do domu. Gdy docieram w wyznaczone miejsce zamykam drzwi na klucz i zsuwam się po ścianie. Zranił mnie, tak cholernie mnie zranił. 
~~*~~

Budzi mnie dzwonek do drzwi. Niechętnie wstaję z łóżka przy okazji sprawdzając która godzina. Kuźwa kogo niesie o 4 w nocy? Patrzę przez wizjer jednak dane jest mi ujrzeć jedynie ciemność i... mężczyznę w kapturze?. Wzdycham cicho przekręcając zamek. Jestem w piżamie, z rozwaloną fryzurą, podpuchniętymi od płaczu oczami, niewyspana.. Nie chciałabym być na miejscu osoby, która mnie obudziła. Gdy uchylam drzwi w oczy rzuca mi się światło latarni przez co przymykam oczy. Dopiero po chwili otwieram je co pozwala na przystosowanie do światła.. Przenoszę wzrok na tajemniczą osobę. Zamieram.
- Witaj maleńka...- ten głos.

~~*~~

Witam wszystkich w tą jakże świąteczną (żarcik xD) sobotę..
Myślę że niektórzy się nie spodziewali..
Pomyślałam, że spróbuję, nie warto się poddawać..
Notkę o zawieszeniu, usunęłam.
Wiem że krótki przepraszam....
Ale mimo wszystko mam nadzieję że się Wam podoba chociaż odrobinkę :D
Zapraszam do komentowania...

Buziaki,
Wasza,
Miśka Verdas :*

PS. Jak widać zmieniły się kolorki blodża, co myślicie? 

4 komentarze:

  1. Śliczny, naprawdę ;*
    Zazdroszczę niesamowitego talentu i czekam na twoje dalsze wspaniałe twórczości <3

    xoxo Mia ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochanie moje... Rozdział jest cudowny.
    Zaskoczyłam się, kiedy weszłam na Twojego bloga, a Tutaj włącza mi się "Nothing like us" mojego najdroższego męża ♥ Oczywiście pozytywnie c: Czekam na następne rozdziały :3
    Szczęśliwego nowego roku ♥ !!

    OdpowiedzUsuń